|
Magdalenka- czy jesteśmy na to przygotowani?
Stało się to co wreszcie musiało się stać. To co specjaliści prorokowali już od dawna, a wielu szkoleniowców i dowódców pododdziałów Policji i innych służb ignorowało. Interweniujących funkcjonariuszy powitał intensywny ogień broni automatycznej i granaty. Jeden policjant nie żyje a piętnastu jego kolegów zostało rannych. Tragedia dla rodzin, tragedia dla kolegów, kolejny spadek poczucia bezpieczeństwa w społeczeństwie ale też okazja i przymus do poważnego zastanowienia się nad prawdziwymi przyczynami. Piszę prawdziwymi ponieważ już rozpoczęło się poszukiwanie "kozła ofiarnego" , pierwszym kandydatem będzie oczywiście dowódca akcji, nie zazdroszczę. Czy rzeczywiście? Czy zawinił dowódca, wyższy przełożony czy może któryś z jego podwładnych? Czy jesteśmy na to przygotowani? A może to wina złej organizacji i systemu szkolenia? Bo to właśnie niewłaściwie zorganizowane pododdziały z niewłaściwie wyszkolonymi członkami są najczęściej "zaskakiwane" sytuacją.
Czy posiadamy właściwą organizacje służb? Pisać tu będę o dwóch rodzajach grup zajmujących się tego typu akcjami z ramienia Policji. Pierwsze to tzw. grupy/ wydziały PZ (zwalczania przestępczości zorganizowanej). Są to funkcjonariusze prowadzący prace operacyjną, niestety często zdarza się tak, że to właśnie oni muszą aresztować niebezpiecznych przestępców z grup o charakterze zbrojnym. Prowadząc prace operacyjną nie ma czasu na dodatkowe szkolenie w zakresie działań w pomieszczeniach, strzelania sytuacyjnego, ect. Słowem wszystkiego tego co jest potrzebne aby zminimalizować ryzyko przy tego typu akcjach. O odpowiednim sprzęcie nawet nie wspominam.
Drugim pionem powołanym już w latach 70-tych do rozwiązywania tego typu sytuacji są obecne Kompanie Antyterrorystyczne. Kompanie te liczą 40-60 funkcjonariuszy z czego ok. 60% to funkcjonariusze "operacyjni" przygotowani do działań. Reszta to zaopatrzenie, dowodzenie, szkolenie, planowanie i sekcja pirotechniczna. Czy są na to przygotowani?
Pierwszym elementem decydującym o skuteczności jest dowodzenie. I tu nasuwa się niepokojąca konstatacja: w kompanii AT ilość "efektywnych" (czyli związanych ze szkoleniem i bezpośrednim dowodzeniem podczas akcji) etatów oficerskich waha się w granicach od 2 do 4. Nie jest to za dużo jak na jednostki od których wymaga się wykonywania skomplikowanych i nieszablonowych działań. O oficerach piszę tu mając na uwadze fakt, że są oni jedynymi ludźmi w pododdziale posiadającymi wykształcenie wyższe - a o związku pomiędzy IQ a skutecznością działań nie trzeba chyba nikogo przekonywać.
Dowódca musi kształtować jednostkę według swojego pomysłu, nadawać jej ton. W pododdziałach typu specjalnego sprowadza się to do ciągłego nadzoru nad podwładnymi, poznawania ich i potwierdzania swojej pozycji lidera. Dlaczego akurat tak? Nadzór jest konieczny z bardzo ważnego powodu. Podwładny wykonując niebezpieczne ćwiczenia ucząc się technik ma świadomość że należy do elity - i dobrze. Gorzej natomiast jeśli ta świadomość przeradza się w poczucie absolutnej pewności o swojej doskonałości. Jeszcze gorzej jeżeli to poczucie prowadzi do bagatelizowania i niedoceniania przeciwnika. Każdy kto przeszedł w swoim życiu szkolenie specjalne doświadczył tych uczuć. I tu pojawia się ogromna rola dowódcy który musi "wyczuć" ten moment i zapobiegać mu. Jak? Prosto - przez weryfikacje umiejętności, ukazanie podwładnemu że jest jeszcze wiele do zrobienia, nie utwierdzanie go w poczuciu że to już szczyt . Aby dowódca mógł zorientować się że to niebezpieczne poczucie narasta musi przebywać z podwładnymi, szkolić się z nimi i potwierdzać swoją pozycje lidera. Niestety rzeczywistość służby prowadzi do sytuacji gdzie oficer jest zmuszany do dowodzenia zza biurka przez ogromną ilość spraw administracyjnych.
Następną sprawą jest czynnik ludzki. W kompaniach AT dominują dwa typy funkcjonariuszy. Pierwsi, bardzo liczni to ludzie młodzi, zdecydowanie za młodzi na służbę w tego typu jednostkach. Nie ze względu na warunki fizyczne gdyż te na ogół maja doskonałe i nie ze względu na zaangażowanie gdyż i to jest na ogół na bardzo wysokim poziomie. Niestety wielu z tych młodych funkcjonariuszy jest obarczonych "grzechami" młodości: brawurą i chęcią popisania, zdobycia uznania. Drugą kategorią są starzy podoficerowie i aspiranci służący w kompanii "od zawsze" a na pewno dłużej od swoich przełożonych. Z tymi ludźmi wiążą się dwa niebezpieczeństwa: często podrywają oni autorytet dowódcy na zasadzie "a co mi ten gówiarz będzie tu.... , jak ja tu się już szkoliłem to on jeszcze pieluchy nosił", często też są to ludzie którzy nie nadają się już do innego rodzaju służby (kompanie AT nie są zbyt lubiane przez resztę funkcjonariuszy) i zostali w pododdziale przez różne "układy" lub za "zasługi". Niestety sprawność fizyczna i intelektualna funkcjonariusza w wieku przedemerytalnym pozostawia wiele do życzenia. Z takich tez powodów w pododdziałach AT na zachodzie służą policjanci w wieku ok. 29-35 lat, żonaci, ojcowie. Praca z ludźmi pewnymi psychicznie wydatnie zwiększa bezpieczeństwo podczas akcji, rzecz chyba oczywista.
Sprawą kolejną jest szkolenie. Tu duże pole do popisu mają ludzie odpowiedzialni za nie. Oni także muszą posiadać cechy dobrego dowódcy a ponadto mieć ogromną łatwość w przekazywaniu wiedzy. Muszą też co najważniejsze umieć w pełni i bezwzględnie wyegzekwować przeprowadzenie planu szkoleniowego. Bardzo często w praktyce "intensywne" szkolenie po kilku godzinach przeradza się w piknik ze strzelaniem do puszek po piwie i tym podobnym zabawami które ze szkoleniem nie mają wiele wspólnego. Tu pojawia się też problem do czego funkcjonariusze są szkoleni: do zwalczania słabo wyszkolonych, przestraszonych, działających w pojedynkę przestępców czy do zwalczania dobrze uzbrojonych (w tym broń automatyczną, granaty, MW i sprzęt specjalistyczny na światowym poziomie) i wyszkolonych na wzór wojsk specjalnych grup przestępczych?
Z doświadczenia wynika że jednak to pierwsze. W procesie szkolenie nie zwraca się np. uwagi na fakt że dysponujący karabinkiem 7,62mm przestępca jest w stanie zdziesiątkować grupę wejścia stojącą w szyku bojowym pod drzwiami, strzelając przez ściankę z gazobetonu, nie uczy się też jak skutecznie chronić się przed ogniem prowadzonym na podejściach do obiektu, nie szkoli się snajperów w ukrywaniu swoich własnych pozycji bo przecież praktyka nie wykazała, że przestępca też może posiadać karabin wyborowy. Takich elementów istnieje ogromna ilość. Powoduje to, w połączeniu z lekceważeniem przeciwnika że funkcjonariusze dosłownie proszą się o straty we własnych szeregach. Warto też zastanowić się nad tą częścią doktryny działań AT która mówi o rozpoznaniu miejsca akcji. Stwierdzić trzeba że tak w rozpoznaniu miejsca działań jak i sił przeciwnika brakuje nam bardzo dużo do ideału. Przykładem niech będą funkcjonariusze wrocławskiej kompanii AT którzy wykopywali drzwi we wszystkich domkach jednorodzinnych w całym kwartale aby odnaleźć ten właściwy z zakładniczką i porywaczem. Zresztą o wadze właściwego rozpoznania tez nie należy chyba nikogo przekonywać.
Dodatkowo jeśli chodzi o szkolenie i wzorce przyjęte z innych państw to należy sobie uświadomić że np. instruktor z Delty czy SWAT nigdy nie pokaże wszystkiego. Dlaczego? Polecam przypowieść o powracającej technice to wystarczy za tłumaczenie. Trzeba sobie zdać sprawę że grupy AT czeka ogromna rewolucja w technikach prowadzenia operacji gdyż przestępcy dysponują coraz lepszym sprzętem i nie wahają się go używać. Ponadto grupy przestępcze szkolą się na wzór wojsk specjalnych i to często przez ludzi z nich się wywodzących, wspomnę choćby o bezrobotnych sąsiadach zza wschodniej granicy. Warto też dodać że polityka naszego państwa w stosunku do pododdziałów specjalnych wojska i policji sprzyja przesiąkaniu ludzi z wysokimi umiejętnościami do grup przestępczych.
Za zmianą doktryny i systemu szkolenia musi też iść zmiana sprzętowa, trzeba uzupełnić uzbrojenie i wyposażenie. Polecam pod rozwagę najprostszy przypadek: funkcjonariusz uzbrojony w pm styka się z przestępcami uzbrojonymi w karabinki Kałasznikowa i posiadającymi wysokiej klasy zabezpieczenia balistyczne. Oczywiście, że ma szansę rozstrzygnąć sytuacje na swoją korzyść ale sztuka polega na tym aby funkcjonariusz był zawczasu na to przygotowany i odpowiednio wyposażony.
Artykuł ten ma charakter ogólny, sygnalizujący ledwie problem z którym jak widać mało kto pragnie się zmierzyć, raczej panuje tendencja chowania takich niewygodnych spraw na dno szafy pancernej, tak jakby były one wstydliwe lub nie poważne. Czy nie poważne życie dało odpowiedz dzisiejszego ranka.
Dane autora do wiadomości redakcji serwisu.
|