Żagański pałac kultury, to pałac przewyższający swoimi gabarytami podobno Zamek Królewski w Warszawie. Grubość ścian dochodzi nawet do 3 metrów grubości. Na pewno każdy poszukiwacz skarbów miał chęć na znalezienie skrzyni pełnej skarbów i to w całego tego słowa znaczeniu. Właśnie z żagańskim pałacem związana jest pewna historia. Historia swym zasięgiem sięga dzisiejszych terenów Estonii, Łotwy i Litwy, nazywanych wcześniej Kurlandią. Ale historycy wspominają, że na świecie jest nie jedna Kurlandia, lecz dwie. Druga to właśnie Żagań, który był nazywany Małą Kurlandią. Pośrednio Żagań z Kurlandią wiąże jeszcze nijaki Krwawy Baron, który był ostatnim chanem Mongolii (mroczna postać). Jednak jego obecność w tamtejszej Kurlandii nie była przypadkowa, gdyż był on strażnikiem carskiego złota. Jego podwładnym był Kamil Giżycki, oficer saperów. To właśnie on dostał zadanie na krótko przed pojawieniem się tam bolszewików ukrycia skarbów carskich. Jednak tylko on wiedział gdzie je ukrył, a tajemnicy do końca życia nikomu nie wyjawił. Ową tajemnicę znał jeszcze oprócz Giżyckiego podróżnik i pisarz Ferdynand Ossendowski, ale i on z tak cenną informacją zasilił grono umarłych. Od tamtego czasu nikt nie wiedział, co działo się dalej z owym skarbem a poszukiwało go już liczne grono ludzi. Historia wskazuje dalej na fakt, iż wdowa baronowa o imieniu Anna musiała uciekać z Kurlandii. W podróż, która najprawdopodobniej uratowała jej życie, bo inaczej pewnie bolszewicy by ją powiesili albo rozstrzelali lub kto wie, co z nią tam by jeszcze zrobili, zabrała ze sobą rodzinne archiwum i testament męża, czyli Krwawego Barona, który nota bene stanowił klucz do zagadki. Po przebyciu długiej drogi dotarła na Ziemię Lubuską, gdzie poniosła śmierć a sam skarb został skradziony lub zaginął. Skarb został podobno ukryty w murach żagańskiego pałacu i było to ostatnią wolą Krwawego Barona.

Na dowód tego można przedstawić następujące zdarzenie, które wiąże się z przytoczoną opowieścią. Otóż zaraz po zakończeniu działań wojennych w czasie II wojny światowej, mieszkańcy miasta w okolicach pałacu wykopali skrzynię pełną skarbów i to zupełnie przypadkiem. Jednak znalazcy mieli dużego pecha, ponieważ na miejscu pojawiły się zaraz odpowiednie służby i słuch po skrzyni zaginął i nikt już więcej o niej nie słyszał. Jednak znalazcy dostali nagrodę za znalezisko... w postaci kilku pał w plecy. W tajemniczej skrzyni mogły się znajdować zapewne skarby omawianego wcześniej barona lub też pozostałości po uciekających mieszkających tu kiedyś Francuzach, którzy nie zdołali wszystkiego wywieźć, a Rosjanie i Niemcy ukraść. Jednak na tej jednej skrzyni się nie skończyło, ponieważ jakiś czas później podczas zabezpieczania okien w pałacu, dwóch robotników znalazło jeszcze trzy skrzynie, które również były duże i ciężkie. A co zawierały w swej zawartości? Oczywiście skarby. Owe skrzynie były umieszczone w międzymurzach pałacowych. Obaj mieszkańcy Żagania postanowili podzielić się skrzynią w następujący sposób - "bierzemy po jednej a trzecią podrzucimy UB". I tak też zrobili, jednak ich radość nie trwała długo, ponieważ, pierwszy dał się złapać w bardzo szybkim tempie, natomiast drugi wpadł troszkę później i to przez swoją wyjątkową głupotę, po tym jak złoconą ramkę chciał wymienić na litr wódki. Oczywiście UB skonfiskowało jeszcze dwie dodatkowe skrzynie i słuch tak jak po pierwszej tak i po trzech kolejnych zaginął. Historycy twierdzą, że w żagańskim pałacu lub jego okolicach może znajdować się jeszcze kilka skrzyń ze skarbami...
Zdjęcia wykonał Grzegorz Sirant.
Opracował: Basam
Skomentuj artykuł na naszym forum!!